
Chelsea małym nakładem sił i po dość wyrównanym meczu szczególnie w drugiej połowie pokonała cypryjski APOEL Nikozja 1:0. Jedyną bramkę spotkania zdobył Nicolas Anelka.
Była więc to dobra reakcja zespołu po sobotniej ligowej porażce z Wigan Athletic, choć nie można być do końca zadowolonym z występu piłkarzy Carlo Ancelottiego, bowiem pod koniec meczu to rywale mieli więcej okazji do zdobycia wyrównującego gola.
Zacznijmy jednak od początku. Początek nie wskazywał na to, że to Chelsea jest faworytem pojedynku. Obie ekipy grały spokojnie i jak najdłużej utrzymywały się przy piłce. Pierwszy strzał na bramkę przeciwnika przyszedł w 8. minucie, kiedy Michael Essien pokusił się o uderzenie z dwudziestu metrów lewą nogą. Jego próba zakończyła się jednak niepowodzeniem.
W 18, minucie The Blues wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Nicolasa Anelki. Duży wkład w strzeloną bramkę miał Brazylijczyk Juliano Belletti, który poradził sobie na prawym skrzydle z jednym z obrońców APOELu, po czym wycofał futbolówkę do ustawionego na wysokości pola karnego Francuza. Ten plasowanym uderzeniem pokonał bezradnie interweniującego Chiotisa.
Po tym golu gospodarze się nieco załamali i nie grali już tak odważnie jak wcześniej i to my przejęliśmy inicjatywę. Trudno jednak mówić, byśmy mieli z tego jakieś wielkie okazje bramkowe. Za pierwszą odsłonę spotkania pochwały należą się Nicolasowi Anelcę, który nie tyle co wpisał się na listę strzelców, ile był najbardziej aktywnym graczem w szeregach londyńskiej drużyny.
W drugiej części żaden ze szkoleniowców nie zdecydował się na zmianę, choć poza linią boczną boiską widać było rozgrzewających się Deco i Joe Cole'a. Minutę po wznowieniu gry Frank Lampard strzelał zza pola karnego, ale piłka po jego uderzeniu nie trafiła w światło bramki.
W 58. minucie doszło do pierwszej korekty w składach. Na murawie zameldował się Polak Kamil Kosowski, który zasiał niemały strach w szeregach obronnych Chelsea. Już parę chwil po swoim wejściu dograł świetną piłkę do wbiegającego w szesnastkę Poursaitidesa. Ten oddał strzał na bramkę Petra Čecha, ale nasz golkiper popisał się dobrym refleksem i oddalił niebezpieczeństwo.
Jedyną groźną sytuację w drugiej połowie meczu mieliśmy w 76. minucie, gdy pod pole karne rywala zapędził się Branislav Ivanović. Serb poradził sobie w pilnującym go defensorem cypryjskiego zespołu i dograł piłkę na jedenasty metr. W nią najpierw nie trafił Frank Lampard, ale szansę na zdobycie drugiego gola miał jeszcze Florent Malouda. Jednak jego uderzenie z gorszej prawej nogi pewnie wyłapał bramkarz APOELu.
Końcówka widowiska to lekka dominacja gospodarzy, próbujących za wszelką cenę doprowadzić do wyrównania. Na skrzydle szalał Kamil Kosowski, któremu raz udało się dokładnie dośrodkować na głowę jednego z pomocników, ale ten posłał piłkę ponad bramkę Petra Čecha.
Więcej bramek już jednak nie zobaczyliśmy i Chelsea wyjeźdza, a raczej wylatuje, z Cypru z trzema cennymi punktami. Styl gry podopiecznych włoskiego trenera nie zachwycił, lecz zawodnicy na pewno będą przystępować do starcia z Liverpoolem w dużo lepszych humorach.
***
Chelsea (4-3-2-1): Cech; Ivanovic, Carvalho, Terry (c), A Cole; Belletti (Deco 67), Essien, Lampard; Kalou, Malouda; Anelka.
Bramki Anelka 17
Kartki Kalou 43, Ivanovic 79
APOEL (4-2-3-1): Chiotis; Poursaitides, Kontis, Grncarov, Haxhi; Nuno Morais, Michail (c); Charalambides (Jean Paulista 84), Hélio Pinto, Alexandrou (Kosowski 57); Mirosavljevic.