Chelsea 1:0 Manchester United 2009-11-08, Premiership
Kolejny krok w drodze do mistrza Anglii. Ten był jednak wyjątkowo ważny, ponieważ pokonaliśmy samych obrońców tytułu, których obecnie wyprzedzamy w tabeli o pięć punktów. Jedyną bramkę meczu zdobył dziś John Terry.
Goli na Stamford Bridge nie zobaczyliśmy więc zbyt wiele, ale to wcale nie znaczy, że w spotkaniu brakowało emocji. Wręcz przeciwnie. Walka toczyła się do końcowych sekund i do ostatniego gwizdka sędziego nie mogliśmy być pewni zwycięstwa. Ale ostatecznie, Czerwone Diabły wracają na Old Trafford z zerowym dorobkiem.
Cofnijmy się jednak do początkowych wydarzeń, a dokładnie do składów jakie wystawili obaj szkoleniowcy na starcie 12. kolejki Premier League. U nas niespodzianką mógł być brak w wyjściowym ustawieniu Joe Cole, za którego zagrał Deco. W ekipie Manchesteru roiło się od kontuzji i Sir Alex Ferguson desygnował do gry dość eksperymentalną linię obrony. W ataku biegał osamotniony Wayne Rooney u boku którego zabrakło Dimitara Berbatova.
Pierwsza część spotkania nie obfitowała w wiele okazji bramkowych, ale- co jakiś czas - do głosu dochodzili jedni lub drudzy. Pierwszą okazję już w 4. minucie miał aktywny od samego początku Branislav Ivanović. Serb pokusił się o uderzenie z lewej nogi, ale jego strzał po ziemi obronił Edwin van der Saar.
Później widzieliśmy jak obie drużyny nie angażowały się zbytnio w zaciekłe forsowanie bramki przeciwnika i wyczekiwały na odpowiedni moment. To było trochę tak jakby zarówno Chelsea i United bały się za bardzo zaangażować w grę ofensywną. Przeważała za to walka w środkowej strefie boiska, w której często dominowali przyjezdni.
Dopiero od około 30. minuty mecz się nieco rozkręcił. Najpierw swoich sił próbował Nicolas Anelka, który uderzył zza pola karnego. Następnie odpowiedzieli goście. Świetna piłka w pole karne do Ryana Giggsa i Walijczyk chciał lobować wysuniętego nieco Petra Cecha. Jego plan się nie powiódł, bowiem piłka poszybowała ponad poprzeczką.
Kolejnym strzałem popisał się Michael Carrick, lecz nasz czeski golkiper nie dał się zaskoczyć i bez problemów interweniował. Dosłownie chwilę później znów dał o sobie znać Nicolas Anelka. Francuz uderzał, choć niektórzy mogliby to wziąć za dośrodkowanie, z lewej strony boiska, ale czujny na posterunku i tym razem był holenderski bramkarz United.
Ogólnie pierwszej połowie towarzyszyło sporo nerwowości i strat piłki zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Pierwsze 45 minut mogło nas nieco rozczarować. Mało ruchu w drugiej linii w drużynie londyńczyków, słaba dyspozycja Deco i Drogby - to tylko niektóre powody takiej, a nie innej gry. Na trybunach dało się słyszeć słynne: "He's here, he's there..."
W drugiej odsłonie w 60. minucie groźny strzał na bramkę Van der Saara oddał Frank Lampard, ale nie został on zamieniony na gola. W 66. i 68. minucie przypomniał o sobie Wayne Rooney, który najpierw uderzył piłkę po wymianie jej z Antonio Valencią, a później niebezpiecznie podkręcił futbolówkę z czym niemały problemy miał Petr Cech.
Na 15 minut przed końcem przyszła upragniona bramka. Faulowany z lewej strony był Ashley Cole. Do rzutu wolnego podszedł Frank Lampard. Anglik precyzyjnie dośrodkował w szesnastkę Manchesteru, a piłkę lekko strącił John Terry, która sekundę później znalazła się w siatce bramki Czerwonych Diabłów.
Do końca było już nerwowo. Nie obyło się bez żółtych kartek i ostrych dyskusji ze strony piłkarzy obu drużyn. Nie zabrakło także fauli. Najbardziej ucierpiał chyba Didier Drogba, który miał nieprzyjemne spotkanie z Jonnym Evansem. Poturbowany został także Ricardo Carvalho, ale nic już nie było w stanie stanąć na przeszkodzie The Blues w odniesieniu jakże ważnego triumfu.
CAREFREE!!!
***
Chelsea (4-diament-2): Cech; Ivanovic, Alex, Terry (c), A Cole; Essien; Ballack, Lampard; Deco (J Cole 63); Anelka (Alex 90+3), Drogba (Kalou 82). Strzelcy Terry 76. Kartki Ivanovic 57, Drogba 74, Carvalho 81.
Man United (4-3-3): Van der Sar; O'Shea, Brown, Evans, Evra; Fletcher, Carrick, Anderson (Owen 84); Valencia, Rooney, Giggs (c) (Obertan 84). Kartki Evans 81, Valencia 87.