Chelsea 5:0 Blackburn Rovers 2009-10-24, Premiership
W ostatnim sobotnim meczu Premier League Chelsea rozgromiła na Stamford Bridge Blackburn i przynajmniej do jutra zajmie fotel lidera. Bramki strzelali Gael Givet (trafienie samobójcze), Frank Lampard (dwie), Michael Essien oraz Didider Drogba.
Dziś na murawie nie oglądaliśmy Ashley'a, zameldował się za to Joe, drugi Cole, dla którego był to pierwszy mecz w wyjściowym składzie od styczniowej porażki na Old Trafford. Anglik zastąpił Deco. Inną zmianą w stosunku do meczu z Atletico była nieobecność Salomona Kalou, które miejsce zajął oczywiście Didier Drogba. Carvalho, któremu dano w tygodniu odpocząć, także powrócił do gry.
Przed spotkaniem kampanię mającą na celu wyplenienie rasizmu z boisk wsparli sami zawodnicy wychodząc na murawę w białych koszulkach. Nie zabrakło również apelu do zgromadzonej publiczności.
Cole, którego imię śpiewane przez fanów dało się przez meczem słyszeć zapewne w przeciwległej części Londynu, stanął przed szansą na otworzenie wyniku już w 30. sekundzie spotkania. Po podaniu i zagraniu Lamparda jego rodak nie zdołał jednak niestety umieścić futbolówki w siatce. W odpowiedzi fani jeszcze głośniej zagrzewali do boju powracającego po poważnej kontuzji piłkarza.
Następna dogodna próba była już autorstwa samego Lamparda, który zdecydował się na uderzenie zza pola karnego. Świetnym podaniem popisał się w tej sytuacji Michael Ballack.
W 18. minucie Cole i Lampard popisali się dobrą, dwójkową akcją. Zabrakło jednak ostatniego podania.
Minutę później Ballack, który wyróżniał się na tle kolegów w początkowej fazie meczu, minął linię wyznaczającą połowę boiska i podał na skrzydło do Nicolasa Anelki. Francuz posłał piłkę w pole karne, gdzie Givet, zaabsorbowany obecnością Drogby, wślizgiem starał się ratować sytuację. Wyszło mu to jednak idealnie... z punktu widzenia fanów gospodarzy - futbolówka zatrzepotała w siatce! Drugi gol samobójczy otworzył wynik drugiego meczu rozgrywanego w tym tygodniu na Stamford Bridge - nikt z nas zapewne jednak na to nie narzekał.
Autor bramki samobójczej miał dziś wyjątkowego pecha - w następnej akcji piłka po strzale Ballacka uderzyła obrońcę Blackburn prosto w głowę, przez co ten padł jak znokautowany bokser. Piłkarz nie potrzebował jednak liczenia i pozbierał się o włąsnych siłach.
Przed kolejnymi okazjami stanęli najpierw Michael Essien, który oddał strzał z 25 jardów, oraz Lampard, który nieznacznie pomylił się po dośrodkowaniu Ballacka.
Chwilę później kolejna akcja Cole'a i Lamparda pozwoliła na oddanie strzału Anelce, jednak tym razem na posterunku był bramkarz gości, Paul Robinson. Chelsea prezentowała w tym momencie najlepszy od miesiąca futbol. Wówczas na własnej skórze przekonał się o tym Tottenham.
Krótka refleksja miała miejsce w 35. minucie - Cech (znów?) źle obliczył lot piłki i po wrzucie z autu minął się z nią. Essien wyręczył jednak swego kolegę i posłał futbolówkę mniej więcej na wysokość połowy boiska.
W doliczonym czasie gry pierwszej połowy Robinson popisał się kapitalną paradą zatrzymując strzał z tak zwanych nożyc, który popisał się Johnt Terry. Rzut rożny, który był efektem wspomnianej interwencji, prawie został zamieniony na bramkę. Po strzale Drogby piłka znów spotkała się jednak z Robinsonem.
Tuż po wznowieniu gry wynik podwyższył Lampard. Po małym zamieszaniu w polu karnym Rovers to właśnie nasz vice-kapitan pierwszy dopadł do bezpańskiej piłki i potężnym strzałem umieścił ją w staice.
Strzał był doprawdy piękny, jednak nie może równać się z tym autorstwa Essiena.
W 51. minucie byliśmy świadkami 'kropnięcia' z 35 jardów. Idący w złym kierunku Robinson był bez szans - rotacja nadana piłce sprawiła, że ta 'odchodziła' od byłego reprezentanta Anglii. Piłka zatrzymała się w bramce znajdującej się przed trybuną Matthew Hardinga, którego imię śpiewane było dziś przez fanów wielokrotnie. Dwa dni temu była bowiem 13. rocznica tragicznej śmierci naszego byłego vice-prezydenta.
Rozochocony udaną próbą Ghańczyka Anelka chciał iść w jego ślady, lecz oba jego strzały zostały (nie bez problemów) zatrzymywane przez Robinsona.
Chelsea nie odpuszczała i należało postawić sobie pytanie ile bramek strzelimy jeszcze tego wieczoru.
58. minuta przyniosła gola numer 4, a jego autorem został Frank Lampard. Pomocnik pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Nelsena na Drogbie.
Fani żądali kolejnej '11' kilka chwil później kiedy to wydawało się, że tym Drogbę faulował tym razem Robinson. Arbiter wskazał jednak na piąty metr od bramki.
Gol numer 5 padł w 63. minucie, a jego autorem został Drogba. Reprezentant WKS-u wykorzystał dośrodkowanie Ballacka z rzutu rożnego i z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki.
Mecz był już rozstrzygnięty, ale Terry'emu bardzo zależało na zachowaniu czystego konta, co udowodnił wybijając piłkę z naszej linii bramkowej po strzale Olssona.
Przyszła poraz na debiut Jeffrey'a Brumy - reprezentant holenderskiej młodzieżówki zastąpił w 68. minucie Carvalho.
Na boisku przebywał już wówczas Paulo Ferreira, który wszedł w miejsce Juliano Bellettiego. Dla Portugalczyka był to 100. występ w naszych barwach.
Do końca meczu oglądaliśmy już kontrolę wydarzeń w wykonaniu Chelsea i nieudolne próby Blackburn.
W 77. minucie Joe Cole został zastąpiony Danielem Sturridgem, przy czym otrzymał owację na stojąco od kibiców oraz gorący uścisk Carlo Ancelottiego.
Fani Chelsea mogą więc wygodnie zasiąść w fotelach i oczekiwać na jutrzejszy pojedynek Liverpoolu i Man United.