Chelsea pokonuje bez większych problemów Burnley. Mecz nie stał na najwyższym poziomie, ale głównie przez słabą, wręcz żałosną dyspozycję naszego rywala, który chyba popadł w trochę za wielki optymizm po pierwszych udanych trzech kolejkach Premier League.
Na pierwszą bramkę podopiecznych Carlo Ancelottiego musieliśmy jednak czekać aż do 45. minuty. W drugiej połowie The Blues szybko ustalili rezultat spotkania, strzelając gole w pierwszych 7 minutach. Reszta pojedynku przebiegała już w dość ślimaczym tempie i pod dyktando gospodarzy.
Nasz włoski opiekun wystawił dziś chyba najsilniejszą jedenastkę jaką dysponuje. W bramce stanął niezastąpiony Petr Čech. W obronie od prawej José Bosingwa, Ricardo Carvalho, John Terry oraz Ashley Cole. W roli defensywnego pomocnika wystąpił Michael Essien, a nieco wyżej zagrali Frank Lampard, Michael Ballack oraz Deco. W ataku zobaczyliśmy duet, o którym tak wiele ostatnio się mówi: Didier Drogba - Nicolas Anelka.
Spotkanie rozpoczęło się o 12:45 w Anglii i na początku mogło się wydawać, że nie wszyscy piłkarze na boisku są jeszcze przebudzeni. Fatalnym błędem popisała się obrona Burnley, która podarowała piłkę Nicolasowi Anelcę. Ten popędził z nią w kierunku bramki Briana Jensena, stanął oko w oko z Duńczykiem i próbując minąć golkipera gości, został przez niego powstrzymany.
Chwilę później Frank Lampard chciał się odwdzięczyć za pomoc przeciwnikom w stworzeniu dogodnej sytuacji i stracił niefrasobliwie futbolówkę na 30 metrze od własnej bramki. Tę przejął jeden napastnik Burnley i będąc w polu karnym, wycofał ją do nadbiegającego Martina Patersona, ale ten nie trafił nawet w światło bramki.
Mimo wszystko, to Chelsea dominowała na murawie i miała sporo okazji na zdobycie gola, lecz jakby nie wszyscy chcieli, by piłka wpadła do siatki rywala. Swojej szansy znów nie wykorzystał Nicolas Anelka, który nie doszedł do wrzutki Michaela Ballacka. Potem uderzeniem nad poprzeczką z rzutu wolnego popisał się Didier Drogba, a w 21. minucie Ballack nie potrafił pokonać z 6 metrów bramkarza Burnley.
W kolejnej akcji John Terry doszedł do piłki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale jego strzał trafił wprost w Briana Jensena. Bombardowanie bramki przyjezdnych trwało nadal, ale piłka po uderzeniu Didiera Drogby minęła tylko lewy słupek. Później Terry zgrywał piłkę główką do Franka Lamparda. Skończyło się tak jak we wcześniejszych przypadkach, czyli skuteczną interwencją golkipera.
Zbliżał się koniec pierwszej części meczu, a na tablicy wyświetlającej wynik nadal widniało 0:0. Gdy wydawało się, że z takim rezultatem zejdą do szatni oba zespoły, skuteczną akcją prawym skrzydłem popisał się Didier Drogba. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej dograł doskonała piłkę do swojego partnera z ataku, Nicolasa Anelki, a ten dość szczęśliwie umieścił ją w siatce rywala.
Zaraz po tym sędzie dzisiejszego pojedynku zagwizdał, obwieszczając koniec pierwszej połowy. Tak naprawdę już po pierwszych 45 minutach powinniśmy prowadzić z beniaminkiem trzema bramkami. W drugiej odsłonie piłkarze Chelsea szybko wzięli się do roboty i po prostu 'zabili mecz'.
Już po dwóch minutach od wznowienia gry trafienie zaliczył Michael Ballack. Wszystko zaczęło się od Nicolasa Anelki, który podał po Franka Lamparda. Anglik dośrodkował piłkę w pole karne, gdzie stał niemiecki pomocnik i strzałem ze 'szczupaka' wyprowadził drużynę na dwubramkowe prowadzenie.
W 53. minucie gracze Carlo Ancelottiego podwyższyli wynik, dzięki Ashleyowi Cole'owi, który ładnie podłączył się pod akcję i soczystym uderzeniem posłał futbolówkę do bramki Jensena. Najpierw lewy obrońca zagrał 'na klepkę' z Frankiem Lampardem, wpadł w pole karne i mimo asysty obrońcy strzelił pięknego gola.
Było już 3:0 i widocznie piłkarze Chelsea nie widzieli większego sensu w grze w szybszym tempie. Burnley było jednak kompletnie bezradne i gdyby nie słaba skuteczność mogło wyjechać z Londynu z o wiele większym bagażem bramek.
Szczególnie słabą skutecznością popisywał się Nicolas Anelka. W jednej z akcji dostał znakomite podanie od Michaela Ballacka, wyszedł sam na sam z Jensenem, ale piłka po jego strzale uderzyła w poprzeczkę i wyszła za bramkę.
Bardzo widoczny był za to Michael Essien, który jak na defensywnego pomocnika miał sporo okazji do zdobycia gola. Jego próby były głównie zza pola karnego ekipy Burnley. Reprezentant Ghany oddał w sumie kilka strzałów z gorszej lewej nogi, lecz wszystkie wybronił bramkarz gości.
W 87 minucie dobrej sytuacji nie wykorzystał wpuszczony na plac gry w drugiej połowie Salomon Kalou. Napastnik posłał piłkę nad wychodzącym Brianem Jensenem, ale w ostatniej chwilę futbolówkę z linii brakowej wybił defensor Burnley.
To było pewne i w pełni zasłużone zwycięstwo naszego zespołu. Jednak zapewne gdyby rywal był nieco lepszy mielibyśmy o wiele więcej kłopotów ze zdobyciem trzech punktów, biorąc pod uwagę nasz pokaz nieskuteczności. Jak by nie było, jesteśmy obecnie liderami ligi angielskiej z kompletem punktów.
***
Chelsea (4-3-2-1): Cech; Bosingwa (Belletti 65), Carvalho, Terry (c), A Cole; Ballack (Mikel 82), Essien, Lampard; Deco, Anelka; Drogba (Drogba 75).
Gole: Anelka 45+1, Ballack 47, A Cole 51
Burnley (4-1-4-1): Jensen; Mears, Carlisle, Bikey, Jordan; Alexander (c) (McDonald 74); Fletcher, Elliott, McCann, Blake (Guerrero 77); Paterson
Kartki: Mears 47.