Chelsea.pl - polski serwis Chelsea FC


  • 1 |
  • 2 |
  • 3 |
poprzedni Stop Następny
2017-06-21 12:28:04 | Starkiller
0 komentarzy


  Bournemouth 3:0 (D)
26.12.2016r. godz. 16:00


 

Następny mecz:
 
Stoke City (D)
31.12.2016r. godz.16:00


 

brak ankiet

Zdobyłem się na spotkanie z Abramovichem. Początek.

Muszę przyznać, że ten taksówkarz zaczyna mnie niepokoić. Gapi się w lusterko, lecz tak naprawdę monitoruje moje zachowanie. Szuka odpowiedzi, odpowiedzi jakich nie mogę mu udzielić, przynajmniej nie teraz. Podróżuję w ukryciu, pędząc na łeb, na szyję w potajemnej sprawie, przynajmniej tak gram. To dziwnie pachnie - w odróżnieniu ode mnie. Trener zespołu A.C. Milan na tajnej misji. Moje serce bije normalnie; prawdopodobnie dlatego, że moja głowa jest zajęta. Pracując, myśląc.I nawet, od czasu do czasu, grając.

Oto i ja, agent 007 i moja super-tajna misja. Siedząc za kierowcą z twarzą zabójcy. Być może to wszystko ma sens, wszystkie rzeczy wzięte pod uwagę, ponieważ na swój sposób to moje życie, które jest tutaj stawką. Moja przyszłość. To tak jakbym jechał wehikułem czasu, nie taksówką: z Milanello do Stamford Bridge, od wczoraj do dziś, od jednego (czerwono-czarnego) diabła do kolejnego, tego, którego jeszcze nie znam. Oh, zapomniałem wspomnieć, jestem w Paryżu, a ta taksówka zabiera mnie na umówione spotkanie z Romanem Abramovichem, człowiekiem, który własnoręcznie zapracował na bycie miliarderem i, co ważniejsze - jeśli o mnie chodzi - właściciel Chelsea Football Club, który szuka nowego trenera.

Nikt o tym nie wie, ale mieliśmy już za sobą jedno spotkanie, kilka tygodni temu. W Szwajcarii, we wspaniałym hotelu w Genevie, nie daleko od centrum miasta; powiedziałbym jak się nazywa, naprawdę, ale przysięgam, że nie pamiętam. Starość musi dawać mi się we znaki. Spotkanie zorganizował Charlie Stillitano; jest moim przyjacielem, który pracuje w świecie piłki w Stanach Zjednoczonych. Zna Petera Kenyona, dyrektora generalnego w Chelsea. Jak tylko sezon się zakończył, najwidoczniej, Kenyon powiedział, że chce się ze mną spotkać. Słowo się rzekło. Korzystałem z urlopu nad jeziorem, opalając się w wodzie i zmywając z siebie gorycz porażki związaną z niezakwalifikowaniem się do Ligi Mistrzów. Abramovich przybył, by się ze mną zobaczyć, co jest dobrym znakiem, ale... ten człowiek ma z pewnością wielu ochroniarzy! Sprawdzili mnie i pozwolili mi zobaczyć się z Wielkim Bossem oraz Kenyonem; komitet powitalny był zaokrąglony przez jeszcze jednego generalnego, prawnika i tłumacza. Wszyscy usiedliśmy, poczuliśmy się komfortowo i powiedzieliśmy sobie po przyjacielsku hello. Później zaczęliśmy rozmowę. O piłce, o niczym innym niż o piłce, tylko piłka, cały czas.

Zagłębiając się w szczegóły, było to majem 2008 roku. Abramovich chciał wiedzieć o mnie wszystko, o tym w jaki sposób pracuję, o mojej filozofii. Szukał drużyny z jasną tożsamością. Jak mi powiedział: "Jak Manchester United, Liverpool, lub Milan - z pewnością nie moja Chelsea." Wraz z jego słowami, moja ciekawość wzrastała. W niczym nie przypominał tego potwora opisywanego w prasie. Całkowite przeciwieństwo. Pierwsza rzecz, jaka mnie uderzyła, to na jak nieśmiałego wyglądał. Drugą sprawą było jakim był ekspertem na temat piłki: znał tę grę na wylot. Trzecia rzecz to jego wilczy apetyt na sukces: "Mój drogi Ancelotti, chcę wygrywać. Chcę wygrać wszystko." W rzeczywistości, od razu przypomniał mi o kimś, o kolejnym właścicielu klubu, jeśli podążacie moim tokiem myślenia... Po tym jak wszystko zostało powiedziane i zrobione, oddaliłem się z wyśmienitym wrażeniem jakie na mnie zrobił. Godzina przeleciała, godzina konwersacji w której ani słowem nie wspomniał o pieniądzach. "Do widzenia, z niecierpliwością będę czekać na nasze kolejne spotkanie niedługo."

Teraz jestem tutaj. Hotel George V, luksusowe miejsce niedaleko Champs-Elysees, z niepowtarzalnym widokiem na cały Paryż i, również, przynajmniej dzisiaj, Londyn. Podziękowałem taksówkarzowi-torpedzie-psychoanalitykowi gdy wysiadłem z taksówki, dałem mu hojny napiwek, lepiej dmuchać na zimne, i udałem się w kierunku mojego super-tajnego miejsca. Abramovich i ja, Akt II.

To musi pozostać w sekrecie, nikt nie może o tym wiedzieć. Wszyscy się co do tego zgadzają. Mam okulary przeciwsłoneczne, mogę przeglądać ulicę niczym dobrze wytrenowany tajny agent: sprawdzam, czysto, żadnych dziennikarzy wałęsających się na zewnątrz hotelu. Kilka bloków stąd, wczoraj, złapali Massimo Morattiego kosztującego się lunchem z Jose Mourinho - prezesa z przyszłym trenerem Interu. Nie mogę pozwolić, by to przydarzyło się i mi. Nie, wybrzeże jest czyste i nikt nie wygląda podejrzanie, mogę wejść. Co za przepiękne lobby, co za luksusowa atmosfera. Co... do kurwy? Nie, nie może być, nie mogę uwierzyć własnym oczom. Prosto po drugiej stronie lobby, w odosobnionym boksie, jest Federico Pastorello, włoski agent piłkarski i bliski osobisty znajomy. Wiecie jaki dźwięk ma przycisk kiedy uczestnik odpowie źle w jakimś teleturnieju? A więc, stojąc tam w lobby Hotelu George V, taki właśnie dźwięk zabrzęczał mi w uszach. A potem malutki głosik, który brzmiał bardzo jak mój własny, szepczący: "dupek." Nie, posłuchaj uważniej. "Dupek." Przez wielkie 'D'.

Co ja teraz zrobię? Ukryję się. Tam, po dalekiej stronie lobby, jest tam mały salon, altanka, perfekcyjnie. Jeśli będę szybki, mogę tam wskoczyć. Uff! Jestem bezpieczny. Nie, nie jestem. Słyszę znów ten dźwięk, słyszę ten malutki głosik. Może jestem w ukrytej kamerze - siedzi tam bliski przyjaciel i kolega. Kolejny włoski trener, w rzeczywistości, pracujący w mieście, które jest drogie mojemu sercu. Śmieję się. "O, co ty tutaj robisz?"

"Nie, co ty tutaj robisz?"

Śmieję się znowu. Dla niepoznaki. W tym zaciszu zaczyna robić się tłoczno. Posługując się krótkim przykładem, czuję się jak w supermarkecie. Wszyscy na spotkanie z tym samym prezesem. Poczekalnia dla nas dwóch, a może trójki, a może setki, kto wie jak wielu nas jest. Świadomość świta, czuję dreszcze, ale cały czas, jestem tu, by się z nim spotkać. Poszedłem schodami do góry. Czeka na mnie w wielkim pokoju konferencyjnym, zaprojektowanym dla dużo większej liczby ludzi. Zasiadający przy stole to te same osoby, które były w Genewie.

Chcę coś wyjaśnić na samym początku. "Mam kontrakt z A.C. Milan, jestem tam niezmiernie szczęśliwy. Jeśli skończę pracując z Chelsea, może to być tylko za zgodą Milanu."

Ponownie, tematem jest wyłącznie piłka, cały czas. I nieodzowne pytanie: jak zmieniłbym styl gry Chelsea, jeśli doszlibyśmy do porozumienia?

"Prezesie, twój zespół jest bardzo fizyczny, musi dawać większy popis w różnorodnych partiach umiejętności."

Wyszedłem z inicjatywą i podałem parę nazwisk, Franck Ribery i Xabi Alonso, piłkarze, którzy daliby drużynie wyraźne walory. On wymienia trzecie nazwisko: Andriy Shevchenko, gracz, o którego wielce się troszczy: "Nie mogę zrozumieć, dlaczego nie gra, odkąd go kupiliśmy do Anglii, nie jest już tym samym Shevą. Nie wiem, dlaczego ma tyle kłopotów."

"Prezesie, prawdopodobnie nie nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie." Rozmawiamy więc, i rozmawiamy, i jeszcze dłużej rozmawiamy. Z Abramovichem rozmawia  mi się bardzo komfortowo. Nie jest przerażający, nawet kiedy mówi do mnie, z emocją w głosie: "Patrz, właśnie straciliśmy szansę na finał Ligi Mistrzów, nie liczymy się już w walce o mistrzostwo, nie mam z czego się cieszyć. Chelsea wygląda jakby brakowało jej osobowości. Moją ambicją jest wygrywanie każdego meczu, jaki mój zespół rozgrywa, ale w tej chwili po prostu nie rozpoznaję mojej drużyny." Bardzo zależy mu na wygrywaniu i graniu ze stylem. Po raz kolejny, przypomina mi kogoś. W oka mgnieniu mija kolejnych czterdzieści minut, "Dziękuję bardzo, Ancelotti, będziemy w kontakcie." Ani słowa na temat pieniędzy. OK, potrafię czytać pomiędzy wierszami. Na razie nie ma przełomu.

Idę schodami do góry, Zza okna widzę światło. W prawdziwym tego słowa znaczeniu. Ale nie widzę już Pastorello, ani mojego przyjaciela i kolegi oraz trenera. Zniknęli. Znikam więc i ja. Wychodzę się przejść, jako że Paryż kusi. Leci kilka godzin, mój telefon dzwoni.

"Hello, tu Adriano Galliani: jak tam w Paryżu?" Pauza. Vice-prezydent A.C. Milan. "Jak tam ma się twój mały romans?"

Już wie wszystko. Złapany na gorącym uczynku, jak Moratti i Mourinho. To nie był romans, nic się nie stało, teraz to dla mnie jasne, i mówię mu natychmiast: "Przybyłem na spotkanie z Abramovichem. Kiedy wzywa cię właściciel tak wielkiego klubu, musisz przynajmniej pójść i wysłuchać co ma do powiedzenia."

"Ale ty nigdzie nie odchodzisz."

"Nie mam nawet takiej ochoty."

Byłem tak ciekaw, by spotkać się z tak ważną postacią w moim świecie, jasne, ale nie czułem żadnej palącej potrzeby odejścia z Milanu. W tamtym czasie, było mi dobrze z moim zespołem.

Przechadzam się słodkimi ulicami Paryża, perfekcyjna okazja, by cofnąć się w przeszłość i powspominać. Wspomnieć jedną rzecz w szczególności: za każdym razem, gdy staję w obliczu podjęcia ważnej decyzji jako trener, jest to wyzwanie. To zawsze są delikatne sytuacje. Mogą nawet zakrawać na komizm. Jak wtedy, kiedy zwiałem niczym złodziej w nocy, aby tylko uniknąć podpisania kontraktu.
 

Źródło : własne

11.06.2011 | 10:39 | Ex
4 komentarzy
Szukaj według tagów:
ancelotti, Ordinary Genius,

Aby dodać komentarz musisz się zalogować !

Dodał: matti_134
2011-06-13 00:26:29

Świetna sprawa.. Dziękujemy i bardzo prosimy o więcej :)

Dodał: Mariuszz
2011-06-11 22:43:19

dzięki Exiu, kolejny zajebisty tekst!

Dodał: Ex
2011-06-11 20:27:39

Książkę można zamówić w empiku, najprościej. Tłumaczenia polskiego nie ma.

Dodał: dziagwa
2011-06-11 20:17:55

Bardzo ciekawie pisze, styl ma jak ktoś kto juz nie jedną książke napisał- w związku z tym pytanie- gdzie się tą pozycje da nabyć, oraz kto ją tłumaczył? Jest w ogóle tłumaczenie polskie, czy ktoś z dobrych ludzi na potrzeby strony przetłumaczył kilka rozdziałów? pozdrawiam