Chelsea.pl - polski serwis Chelsea FC


  • 1 |
  • 2 |
  • 3 |
poprzedni Stop Następny
2017-06-21 12:28:04 | Starkiller
0 komentarzy


  Bournemouth 3:0 (D)
26.12.2016r. godz. 16:00


 

Następny mecz:
 
Stoke City (D)
31.12.2016r. godz.16:00


 

brak ankiet

Rozkład zajęć i zwycięstwo

Piłka jest jak lunch z przyjaciółmi: im więcej jesz, tym stajesz się bardziej głodny. To kucharz i towarzystwo robią całą różnicę; a ja kocham towarzystwo Davida Beckhama. Pewnego wieczoru, kiedy grał dla A.C. Milan, zaprosiłem Beckhama na obiad do restauracji w Parmie. Pod koniec wieczoru, nie zgodził się na opuszczenie restauracji. Nalegałem, a on błagał, "Proszę, jeszcze jedno danie." W pewnym momencie rozważałem wezwanie policji. Kajdanki z pewnością powstrzymałyby go od wpychania kolejnych porcji tortellini do swoich ust. W końcu, udało mi się go przekonać tymi słowami: "Za chwilę kolejną trasę koncertową Spice Girls." Czternaście sekund później byliśmy z powrotem w samochodzie, pędząc z powrotem w kierunku Mediolanu, z wyłączonym radiem. Otwieram nawias: pozwólcie mi coś powiedzieć o Davidzie. Był dla mnie wielką niespodzianką, pozytywną. Kiedy przybył do Włoch, oczekiwałem filmowej gwiazdki tęskniącej do Los Angeles, jednego z tych piłkarzy, który myśli zbyt dużo o plotkach i słowie i nie wystarczająco wiele o piłce. Ale byłem w błędzie. Jest nienagannym profesjonalistą, pracoholikiem, i niemal nazbyt dobrze-zmanierowanym gentlemanem, z całą klasą bardzo szczerej osoby. I jest też fakt, że lubi bakalie Emiliany, co oczywiście liczy się najbardziej. Zamykam nawias.

Nigdy nie mieliśmy czasu, by powrócić do Parmy, ale pewnego dnia zrobię to z moimi piłkarzami Chelsea. Jest tylko jeden problem do przezwyciężenia, jeśli o nich chodzi: w Parmie świeci słońce, więc nie będą wiedzieli co się dzieje, szczególnie Lampard i Terry, Anglicy... Popatrzą w górę na tę dziwną pomarańczową kulę na środku nieba, podrapią się po głowach, i zapytają: "Uh, co to takiego?" Będą przerażeni, nawet bardziej, kiedy musieli słuchać śpiewającego Zhirkova. Nigdy nie widzieli słońca w swoim życiu. Ja tak, ale podczas moich pierwszych dni w Londynie, byłem blisko od zapomnienia jak wygląda. Padało. Cały czas. Dzień i noc, przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Opuściłem dom nad ranem jak małe dziecko, spacerując Ocean Drive w drodze na plażę w Miami, bez wiaderka i łopatki ale ubrany w koszulkę na krótki rękaw, i powróciłem do domu wieczorem niczym pies husky ciągnący sanie, z podkulonym ogonem i przemoknięty do szpiku kości. Cały czas tak samo, przywykłem do zimnej aury, i przywykłem do mojego nowego życia: w głównej mierze dzięki Anglikom. Mogę iść gdzie chcę bez bycia zatrzymywanym na ulicy, to dla mnie ekscytująca, nowa zmiana. Mogę iść do supermarketu  i jedynymi osobami, które do mnie podchodzą są ochroniarze, spoglądający na mój przepełniony wózek do zakupów i zastanawiający się z cieniem podejrzenia, "Czy to kradzież?". Inni ludzie mnie rozpoznają, ale traktuje mnie jak każdego innego. Zostawiają mnie w spokoju, szanują moją prywatność, i niemal wszystkie autografy jakie podpisałem tego roku były dla włoskich kibiców, którzy niemniej jednak mają miejsce w moim sercu i zawsze będą mieli. To postawa, która stanowi część większego obrazu, kultury fanów piłki nożnej w Anglii: ludzie przychodzą na stadion by dopingować swój zespół; wiesz, że jak popełnisz błąd, zapłacisz za niego; na trybunach są dzieci, nie faceci z kijami bejsbolowymi. A trener może żyć z mniejszą presją, jest więcej czasu na odpoczynek - czasu na myślenie, czasu na życie, i czasu na pracowanie efektywniej.

I, w moim przypadku, czasu na zwycięstwa. W Premier League, rozpoczęliśmy w wielkim stylu, zachęceni przez prośbę Abramovicha ("Chcę, żeby Chelsea miała styl gry, który będzie rozpoznawalny na całym świecie"), i przez formację, jaką przyniosłem z Włoch: 4-3-2-1, Choinka. Na początku, nikt na to nie wpadł - ani dziennikarze, ani nawet trenerzy rywali. Przez moment, był to jak spacer w parku. Cieszyłem się z siebie niezmiernie, a 3-1 jakie wbiliśmy Sunderlandowi w drugim meczu sezonu odczuwalne było prawie jak fizyczna przyjemność. To był jak zjazd z górki, nasza pewność siebie rosła, a piłkarze byli szczęśliwi, ponieważ próbowali czegoś nowego - nie byli znudzeni. Mogłem zmieniać sposób w jaki graliśmy zależnie od pozycji zajmowanej przez Anelkę. Wszystko szło świetnie do grudnia, kiedy nasi przeciwnicy rozszyfrowywać jak nas pokonać. Przegraliśmy z Manchesterem City, zremisowaliśmy z Evertonem, West Hamem i Brimingham. To normalne, że nie wygrywa się każdego meczu w sezonie; kiedy ludzie mówili, że nie powinniśmy przegrać spotkania, chciało mi się śmiać, ale do podobnego śmiechu zmuszali mnie ci, którzy głosili, że nie przywieziemy do domu żadnego trofeum... Podnieśliśmy się i ponownie zaczęliśmy nasz bieg, bez wydawania zbyt wielu sekretów. Z jednego prostego powodu: nie ma żadnych sekretów - no może tylko jeden.

Rozkład zajęć. Taki, jaki dają ci w podstawówce, kiedy uczysz się liczyć i mnożyć. Naciągasz paciorki na liczydle, liczysz owce przed zaśnięciem (prawdę mówiąc, ja zawsze liczyłem baranki, są milsze i łatwiejsze do poukładania w głowie). My zrobiliśmy nasze wyliczenia zaraz po tym jak zostaliśmy wystrzeleni przez Inter z Ligi Mistrzów, późniejszych triumfatorów. Ten moment sezonu był tak niebezpieczny, że z łatwością mógł się przerodzić w katastrofę. W przeszłości, Chelsea miała problemy z podniesieniem się po takim ciosie jak ten, więc dzień po porażce zamknęliśmy się wszyscy w szatni boiska treningowego w Cobham. Przemówili wszyscy czcigodni - Terry, Drogba, Cech i Lampard (kolejny wspaniały przykład angielskiego lidera; kiedy widzę go na boisku, czuję się szczęśliwy). Byłem z nas dumny w ciągu tych dwudziestu minut, rozumieliśmy, że przegraliśmy wielką sprawę, ale możemy wygrać znacznie, znacznie więcej. Moje przesłanie było bardzo jasne: "Premiership i FA Cup wciąż są dla nas do wzięcia. Jedynie sześć drużyn zdołało zdobyć dublet w przeciągu 140 lat, ale chłopcy, teraz nasza kolej." Planem - i nie był to jakiś sekretny plan - było odwrócenie uwagi od Ligi Mistrzów i skupienie energii na nowym celu. "Jedenaście meczów dzieli nas od końca sezonu, i jeśli zagramy w nich dobrze, możemy zapisać się w historii." W tym momencie, wyciągnęliśmy nasz rozkład zajęć. Liczby i statystyki, zapisane tak jasno, żeby nikt nie miał kłopotu z ich zrozumieniem. Było tam tylko kilka liczb, proste, fundamentalne sumy, które musieliśmy trzymać w naszych głowach. Pozostała liczba sesji treningowych: 50. Liczba dni, które wciąż mogliśmy poświęcić na osiągnięcie naszych zamierzeń: 60, mniej lub więcej. Liczba dni meczów pozostałych do rozegrania: 11.

Pierwsze spotkanie było przeciwko Blackburn, i prawdę mówiąc, wynik końcowy 1-1 nieco mnie przestraszył. Wówczas eksplodowaliśmy jak bomba atomowa: 5-0 przeciwko Portsmouth, 7-1 przeciwko Aston Villa, 2-1 na wyjeździe z Manchesterem United. Wszystkie magiczne liczby, który uczyniły nasz rozkład zajęć całkiem wyjątkowym. Nasz sukces na Old Trafford był tym, który dał nam tytuł mistrzowski, nawet jeśli na końcu Ray Wilkins i ja byliśmy zmuszeni wypić za nasze zwycięstwo sami. Jak głosi tradycja, kilka minut po końcowym gwizdku poszliśmy do pokoju Sir Alexa, by wypić zwyczajną lampkę wina. Weszliśmy i zapanowała cisza. Siedział tam gapiąc się w ekran telewizora; kanał był ustawiony na wyścigi koni, jego największą miłość. Zostaliśmy usunięci nieco w tył. Staliśmy w skrępowaniu przez jakiś czas bez wypowiedzenia jednego słowa, niepewni co zrobić, i ostatecznie zrobiliśmy to po co tu przyszliśmy: wypiliśmy kieliszek wina, za nasze zdrowie. Bye-bye. Chociaż wygrałem z nim wszystkie trzy pojedynki w tamtym sezonie, wciąż uważam Fergusona za mistrza futbolu, nauczyciela w moim życiu, przykład, który zawsze podziwiałem, kolegę godnego naśladowania, i po prawdzie, w jakiś sposób, nieosiągalnego. (Nieosiągalnego w takim sensie, że nie mam pasji do wyścigów konnych.) Przed powrotem na Stamford Bridge, pokonaliśmy po drodze 3-0 Aston Villa w FA Cup. Potem w lidze znów 1-0 z Boltonem, zostaliśmy pokonani przez Tottenham, odprawiliśmy Stoke z siedmiobramkowym bagażem, następnie 2-0 przeciwko Liverpoolowi, i 8-0 przeciwko Wigan. Zostaliśmy Mistrzami Anglii, byłem obcym królem w przyjaznym kraju. Nieco wstawionym królem, jeśli chcecie wiedzieć prawdę, ponieważ tylko parę razy widziałem tyle piwa ile było wówczas w naszej szatni. Chłopcy tańczyli do raperskiej muzyki; ja też spróbowałem, ale bez większego powodzenia - miałem trudności z rymowaniem po angielsku. Nie myślałem dość jasno, i wtedy zdecydowałem się na małe przemówienie przed moim zespołem: "Carissimi signori, przyszedł czas byście zaczęli uczyć się włoskiego. Kolonizujemy was. Ja trenuję Mistrza Chelsea, Capello jest selekcjonerem drużyny narodowej..." Obi Mikel, Joe Cole i Drogba (który jest maszyną na boisku), Malouda (gracz, który zrobił na mnie największe wrażenie pod względem poprawy), wszyscy dali mi aprobatę, mówiąc: "Oh, masz rację, Carlo, e che cazzo..." Musiałem coś przegapić, najwidoczniej. Eccheccazzo si - włoskie "what the fuck" - znali włoski lepiej niż ja. Nie mogli mi tego powiedzieć wcześniej?

Wyciągnęliśmy nasz rozkład zajęć. Uświadomiliśmy sobie, że pozostał problem do rozwiązania, wynik finału FA Cup. Do czego żywię najlepsze wspomnienie: Książe William mówiący hello przed meczem, kiedy drużyny były ustawione na murawie Wembley. Przedstawiłem mu piłkarzy, każdego po kolei, i po tym wszystkim zwyczajnie powiedział: "Powodzenia." Przez minutę chciałem odpowiedzieć pytaniem: "Przedstawisz mnie swojej babci?" Ale nie miałem odwagi. Królową Elżbietę otaczam wielką czcią, nie znam jej osobowości ale kiedykolwiek widzę ją w telewizji, fascynuje mnie jako osoba. Chciałbym ją spotkać, nie wiem jednak jak mógłbym to zaaranżować. Nie zadzwonię przecież do Pałacu Buckingham i poproszę o przepuszczenie mnie. "Hello, przepraszam, to Carlo Ancelotti - wiecie, ten który je za dużo. Mógłbym rozmawiać z Elżbietą?" To po prostu nie do wykonania. Wszystko więc co mogę zrobić to wygrywać i wygrywać, i mieć nadzieję, że ona to zauważy. Na oczach jej wnuczka, zdobyliśmy Puchar, pokonując Portsmouth 1-0 po tym jak w pierwszej połowie pięciokrotnie trafialiśmy w obramowanie bramki.

Są dni, kiedy czuję, jakbym żył w jakimś śnie. Podjąłbym tę samą decyzję - o trenowaniu Chelsea - tysiąc razy, tę samą decyzję za każdym razem. Nawet jeśli odpadnięcie z Ligi Mistrzów w meczu przeciwko Interowi jest czymś, co będę żałował do końca życia. Przeciwko Interowi, nie przeciwko Mourinho. We Włoszech, wiele razy wyrażaliśmy się o sobie w niezbyt pochlebnych słowach, nie lubiliśmy się szczególnie (przeczytajcie książkę, to zrozumiecie...), ale odkąd tylko zawitałem do Anglii mój punkt widzenia się zmienił. Stworzył historię w klubie, w którym pracuję, jego archiwa sesji treningowych i ćwiczeń przydały mi się niejeden raz, zasługuje więc on na całkowitą i pełną uwagę. Zgodziliśmy się na zawieszenie broni i pojednanie przed naszym pierwszym starciem w Lidze Mistrzów, w Mediolanie. Spotkaliśmy się na korytarzu na San Siro i zawrzeliśmy pakt: "Żadnych więcej kłótni, żadnych więcej kontrowersji." Sześć słów, uścisk dłoni, i w dziesięć sekund nastąpiło porozumienie. Ludzie często mnie pytają: czemu odpadłeś z Ligi Mistrzów przeciwko Interowi? Odpowiedź: to była kwestia drobiazgów. Nie ma innej prawdy, nic więcej do powiedzenia. Nie sądzę, że Jose i ja będziemy kiedykolwiek przyjaciółmi, ale obecnie dzielimy się wzajemnych i prawdziwym szacunkiem. Kiedy wygrałem Premiership, napisał mi wiadomość: "Szampan." Kiedy on wygrał Scudetto we Włoszech, wysłałem mu wiadomość powrotną: "Szampan, ale nie za dużo."

Nie ważne jak na to patrzeć, zawsze schodzi się na tematy jedzenia i picia. Chelsea Football Club, z wieloma bąbelkami. Moje nowe życie. I taksówka, w której wszystko się rozpoczęło.

Źródło : własne

09.06.2011 | 10:22 | Ex
2 komentarzy
Szukaj według tagów:
ancelotti, Ordinary Genius,

Aby dodać komentarz musisz się zalogować !

Dodał: tuczek50
2011-06-09 15:44:56

powiem tylko tyle nie kochalem go ale zle mu nie zyczylem..

Dodał: Mariuszz
2011-06-09 12:04:45

Wspaniały facet i trener. W poprzednim tekscie słowa o Rayu sa dowodem na to, że cały kryzys w srodku sezonu, był głownie zwiazany z jego zwolnieniem. Serducho płacze