Chelsea.pl - polski serwis Chelsea FC


  • 1 |
  • 2 |
  • 3 |
poprzedni Stop Następny
2017-07-17 15:32:28 | Starkiller
5 komentarzy


  Bournemouth 3:0 (D)
26.12.2016r. godz. 16:00


 

Następny mecz:
 
Stoke City (D)
31.12.2016r. godz.16:00


 

brak ankiet

Czwartkowy wywiad: John Terry

Miesiąc temu na pytania związane ze swoim jubileuszem odpowiadał Frank Lampard. Teraz, także po osiągnięciu granicy 500 występów, nadeszła pora na przywołanie do tablicy Johna Terry'ego.


Jakie jest twoje główne wspomnienie pierwszego dnia jako pełnoetatowego stypendysty w Chelsea?


Byłem bardzo zdenerwowany. Pamiętam, wszedłem wiedząc, że inni grali już z nimi na zasadzie stypendium. Poznaliśmy swoje obowiązki na nadchodzący sezon, moimi było sprzątanie trzech szatni pierwszego zespołu w bazie treningowej, podawałem też piłki podczas spotkań. Musiałem także czyścić buty trójki zawodników pierwszego zespołu - przydzielono mi sprzęt Dennisa Wise'a, Dave'a Lee i Eddiego Newtona. Pierwszy trening nie był niczym nadzwyczajnym, przebieżka i jakieś testy.

 

Patrząc przez pryzmat tych 500 meczy, jak oceniasz teraz swój debiut?


Ciężko jest sobie to dokładnie przypomnieć, ale dzień przed meczem [menadżer] Luca Vialli wrzucił mnie do drużyny meczowej, a później, po treningu, rozmawiał ze mną [trener] Graham Rix i powiedział, że zacznę na prawej obronie. To było dziwne, ponieważ grałem już jako zmiennik w Carling Cup na środku obrony, wszedłem też na Southampton w lidze jako defensywny pomocnik. Później zacząłem na prawej obronie, w wyjazdowym meczu FA Cup z Oldham - atmosfera była bardzo wroga, ale moim zdaniem zagrałem OK, wygraliśmy 2:0.

 

Czy potrafisz opisać jak dokładnie zdobyłeś pierwszą bramkę?


Tak, pamiętam to bardzo dobrze. To było przeciwko Gillingham u siebie w FA Cup po wrzutce z rożnego Franco Zoli. Wystartowałem w kierunku krótkiego słupka, pamiętam tylko, że myślałem sobie 'Wow, nikt mnie nie kryje w polu karnym'. Uderzyłem głową i na szczęście zmieściłem piłkę między nogami bramkarza. Wystrzeliłem po tym w stronę fanów i wyściśkałem się z najbliżej siedzącym kibicem.

 

 

Jak oceniasz teraz pierwszy finał, w którym grałeś, finał FA Cup w Cardiff z 2002 roku, w kategoriach rozczarowania?


Raczej niezbyt wysoko, ale wtedy to był dla mnie koniec świata. Klub zaczął później odnosić sukcesy, urośliśmy jako zespół, a ja sam jako indywidualność, przeszliśmy do zdobywania większych i lepszych rzeczy. Wygraliśmy FA Cup, co nie jest łatwym zadaniem. Jako Anglik dorastałem oglądając te rozgrywki, więc byłem bardzo rozczarowany wtedy w Cardiff. Mając jednak teraz na uwadze to co osiągnęliśmy i w jakich finałach graliśmy prawdę mówiąc kompletnie o tym zapomniałem.

 

O czym myślałeś kiedy dowiedziałeś się pod koniec sezonu 2002/03, że klub ma kłopoty finansowe?


Wiedzieliśmy, że konieczne jest zapewnienie sobie gry w Champions League. Powiedziano nam o tym przed ostatnim meczem sezonu z Liverpoolem, wiedzieliśmy więc o co gramy. Mając przewagę w postaci meczu u siebie podjęliśmy wyzwanie i bramki Marcela [Desailly] i Jespera [Gronkjaera] dały nam awans. Przed tym, jak powiedziano nam oficjalnie, dotarły do mnie jakieś strzępki informacji. Byłem młody, ale słuchało się starszych, było kilka szczerych rozmów, wiedziało się, że odbywały się spotkania. Dla klubu było to teraz albo nigdy, ponieważ w przypadku zapewnienia sobie udziału w Champions League klub był pewien, że uda się znaleźć kupca, który włoży w zespół wielkie pieniądze. Od tej pory nikt nie zagląda się już za siebie. Przybył Roman [Abramovich] i to co zrobił dla klubu sprawia, że obecnie jesteśmy w tym miejscu.

 

Czy kiedy w pierwszym meczu fazy grupowej Champions League ery Abramovicha, na wyjeździe ze Spartą Praga, posadzono cię na ławce obawiałeś się o swoją długoterminową przyszłość w kontekście pierwszego składu?


To było dziwne. Pamiętam, że siedzieliśmy razem na odprawie z Frankiem i Eidurem Gudjohnsenem, a kiedy podano skład popatrzeliśmy po sobie zdziwieni. Pomimo zdziwienia taką decyzją zawsze byliśmy profesjonalistami i nie marudziliśmy. Nie mieliśmy z Frankiem żadnego doświadczenia w Champions League i nie wiem jaki miało to wpływ na decyzję, ale Lamps wszedł z ławki i miał duży wpływ. Willie Gallas zdobył zwycięską bramkę, więc menadżer [Claudio Ranieri] miał chyba wtedy rację, ale jedynym sposobem na zdobycie doświadczenia w Champions League była gra. Mimo to uszanowaliśmy decyzję menadżera, rozmawiał z nami po meczu. Nie wracaliśmy do tego więcej, nie pomijano nas już. Wszystko dzięki naszej dobrej formie, sukcesie i chęci utrzymania się na szczycie. To nie fizyka jądrowa. Jeśli gram słabo mam świadomość tego, że mogę zostać niewybrany do gry bez względu na to, że jestem kapitanem. Jeśli zaś gram dobrze to spodziewam się, że będę wybierany do podstawowego składu.

 

Poza meczem z Boltonem, jakie jest twoje ulubione wspomnienie z pierwszego sezonu mistrzowskiego?


Wyjazdowy mecz z Blackburn z lutego wygrany przez nas 1:0, Jose [Mourinho] wszedł na murawę i powiedział, że mamy podejśc do kibiców i oddać im nasze koszulki. Ten mecz pokazał, że stać nas na wyszarpywanie punktów. Mecz był w telewizji, wieczorna potyczka z Blackburn nie należy do prostych, wysłaliśmy więc wiadomość rywalom, to była wyjątkowa noc. Poza tym po prostu generalnie futbol. Graliśmy wtedy z Norwich u siebie i zagraliśmy niesamowite zawody, wygraliśmy 4:0. Oprócz ofensywnego nastawienia zachowywaliśmy też wiele czystych kont, ustanowiliśmy także rekord tracąc zaledwie 15 bramek.

 

 

Czy wygranie ligi na Boltonie w 2005 roku, na kilka dni przed meczem Champions League na Anfield, miało na to jakiś wpływ?


Nie jestem pewien, ponieważ nie świętowaliśmy, zostaliśmy wszyscy, menadżer nas posadził, wypiliśmy po lampce szampana, to wszystko - później poszliśmy do łóżek. Wygraliśmy ligę, to była wspaniała okazja, ale od momentu przekroczenia progu hotelu liczył się już tylko Liverpool. Następnego dnia odprawę poświęcono Liverpoolowi, dobrze się przygotowaliśmy, ale zabrakło szczęścia, które z pewnością jest potrzebne w takich rozgrywkach.

 

Drugie mistrzostwo wydawało się łatwym łupem. Czy tak było faktycznie?


Wyglądało na to, że wszyscy się nas boją, graliśmy niesamowicie, menadżer dokonał kilku naprawdę dobrych zakupów. Ważni byli też ci, którzy nie grali. Sumiennie trenowali każdego dnia i wywierali presję na tych, którzy grali. Morale było wtedy niesamowite. To był ukłon w stronę dokonań Jose i tych zawodników.

 

Zeszły sezon, Dublet, sprawiał wrażenie jak gdyby momentami była to zabawa.


Tak, dokładnie tak było. Szybko wyszliśmy na prowadzenie, mówiło się, że to koniec już po 10 meczach, później jednak było troszkę gorzej. Pozbieraliśmy się jednak i w odpowiednim czasie trafiliśmy z formą. To była chyba najlepsza dyspozycja, którą widziałem, te wyniki i luz w grze. Strzelaliśmy niesamowitą ilość bramek zarówno u siebie jak i na wyjeździe. Wiadomo, że każdego sezonu przytrafi się spadek formy, chodzi tylko o tak jak szybko potrafisz się podnieść. My uczyniliśmy to bardzo szybko. W obecnym sezonie zajęło nam to trochę więcej czasu, ale znów jesteśmy odpowiednio nastawieni. Dobrze było wygrać w taki sposób, pozostałe miestrzostwa były walką ze wszystkimi, nikomu nie podobało się zwycięstwo Jose już przy pierwszym podejściu. Każdy chciał nas ograć, nie było łatwych spotkań. Musieliśmy zaciekle walczyć, to dodawało smaczku.

Źródło : chelseafc.com

05.05.2011 | 14:00 | Kuba
3 komentarzy
Szukaj według tagów:
Chelsea, Terry, ,

Aby dodać komentarz musisz się zalogować !

Dodał: Leonidas432
2011-05-08 16:31:19

juz sa sklady na mecz CFC- Mu moze ktos by dodal -.-

Dodał: matti_134
2011-05-08 00:57:43

drugiej części nie będzie przetłumaczonej.. (?)

Dodał: Wojciech
2011-05-05 17:21:31

Terry graj tak dalej.