Chelsea.pl - polski serwis Chelsea FC


  • 1 |
  • 2 |
  • 3 |
poprzedni Stop Następny
2016-12-28 14:35:30 | Starkiller
8 komentarzy


  Bournemouth 3:0 (D)
26.12.2016r. godz. 16:00


 

Następny mecz:
 
Stoke City (D)
31.12.2016r. godz.16:00


 

brak ankiet

Fajny film wczoraj widziałem...

Mam taki zwyczaj, że staram się przed oscarową galą obejrzeć możliwie dużo nominowanych filmów i samemu wytypować zwycięzców. Dwa z nich zaskakująco stały się dla mnie źródłem przemyśleń dotyczących nieciekawej sytuacji w jakiej znalazła się nasza drużyna. W dzisiejszym felietonie opisuję pierwszy z nich.


Wiadomo, że o wielkości dzieła świadczy jego uniwersalność, czyli możliwość odniesienia go do innych sytuacji niż tylko historia w nim opowiedziana. Dotyczy to zarówno wierszy, powieści, sztuk jak i filmów. Pamiętać powinni o tym zwłaszcza maturzyści - ważne jest nie tylko to, co "poeta miał na myśli", ale i co na myśli ma odbiorca sztuki przy kontakcie z nią. Kończę jednak ten wstęp, bo przecież to chelsea.pl, a nie forum miłośników sztuki albo przyszłych abiturientów.

 

Biorą pod uwagę, jak popularnym sportem i ile emocji budzi na całym świecie piłka nożna, zaskakująco mało nakręcono o niej filmów. Większość z Was zapewne zna rewelacyjne Hooligans, niezłe Football Factory, spora część widziała zabawne Shaolin Soccer, a starsi oglądali nawet boleśnie prawdziwy Piłkarski Poker. Dzieje się tak pewnie dlatego, że w kraju, w którym powstaje większość światowych hitów, futbolem nazywa się przepychanki napakowanych panów w obcisłych legginsach i zbrojach z tworzywa sztucznego.

 

Zdecydowanie więcej kręci się tam filmów z futbolistami lub koszykarzami w roli głównej. Często bohaterem jest także baseball - kolejna gra charakterystyczna prawie wyłącznie dla USA. O tym także opowiada Moneyball. Słoń a sprawa polska, mógłby ktoś napisać. Co ma piernik do wiatraka, dodałby ktoś.

 

Już tłumaczę. Bohaterem tego filmu jest dyrektor klubu sportowego, który radzi sobie całkiem nieźle, dochodzi dość wysko w rozgrywkach, ma wiernych i zadowolonych kibiców, którzy są dumni z wyników, mimo że nie nigdy ich ukochana drużyna nie wygrała najbardziej prestiżowych rozgrywek.

 

Wzbudziło to w Was jakieś skojarzenia? Słuchajcie dalej!

 

Dla granego przez Brada Pitta managera to jednak wciąż za mało, ponieważ jego obsesją jest wygrać "ostatni mecz w sezonie", zgodnie z zasadą, że jak nie wygrasz wszystkego jesteś przegranym. Nie widzi już jednak możliwości osiągnięcia tego, gdyż za transfery najlepszych zawodników pozostałe kluby rzucają zaporowe ceny, a bez pieniędzy nie można przecież zwyciężać. 

 

Nową nadzieją staje się jednak młody analityk, który nie ma zbyt wiele wiedzy o baseballu, żadnego doświadczenia w branży, ale twierdzi, że filozofia dobierania składu i taktyki stosowana przez wszystkich trenerów w lidze jest oparta na fałszywych przesłankach. Według jego teorii, nie grają nazwiska ani pieniądze, ale grają statystyki. Trochę z braku alternatyw, trochę z przekory, nasz główny bohater postanawia dać szansę młodemu.

 

Ten od razu popada w konflikt ze wszystkimi w klubie, zaczynając od scoutów, ponieważ program komputerowy, który analizuje grę poszczególnych graczy zakewstionował wszystkie propozycje "uznanych i doświadczonych" obserwatorów. Następnie jego wrogiem stał się trener, bo ponownie, z wyliczeń ambitnego analityka wynikało, że wyjściowy skład powinien wyglądać zupełnie inaczej niż chce tego szkoleniowiec.

 

Na koniec, mają go dość zawodnicy - choć nie wszyscy. Najbardziej nieznoszą go dotychczasowe gwiazdy, które muszą ustąpić miejsca sprowadzonym nie wiadomo skąd graczom, albo są desygnowani do gry na pozycjach, które według nich im nie odpowiadają.

 

W klubie wrze, co i raz wybuchają kłótnie, część zawodników zostaje bezpardonowo wytransferowana, z powodu niesubordynacji, trener grozi rezygnacją i w zaparte broni swojej taktyki. Najgorsze jednak, że drużyna ponosi porażkę za porażką. Dyrektor klubu staje przed dylematem: albo bronić nowej filozofii i trwać w nadziei o jej skuteczności, albo przyznać się do błędu i wrócić do starych porządków. 

 

Uznaje on jednak, że nie można żyć w strachu przed zmianami, tylko dlatego, że może być gorzej. Do dawnych zwyczajów zawsze można wrócić, a rewolucja wymaga poświęceń i ofiar. Postanawia z żelazną konsekwencją i surowością zaprowadzić w klubie dyscyplinę i posłuch.

 

Jak się ta historia kończy - polecam każdemu, aby sam się przekonał. Ci, którzy już widzieli ten film, a także Ci, którzy są choć odrobinę domyślni już pewnie widzą, kto w ostatecznym rozrachunku miał rację. Hollywood nie lubi wszak opowieści o nieudacznikach.

 

Specjalnie nie używałem nazw klubów, ani nazwisk postaci, żeby łatwiej było Czytelnikom dostrzec pewne analogie. Wiem oczywiście, że "jest prawda czasów, o których mówimy i prawda ekranu, która mówi". Życie to nie film. Wydaje mi się jednak, że wielu kibiców (a także Roman Abramowicz, który często zachowywał się bardziej jak fan klubu niż jego właściciel) opisując problemy klubu odnosi się do sfery emocji, co budzi moje zastrzeżenia.

 

Profesjonalna piłka nożna to taki sam biznes, jak każdy inny, a klub to przedsiębiorstwo co do zasady nie różniące się od fabryki. Rolą podwładnych jest słuchać się przełożonego, niezależnie czy im się on podoba, czy nie. Nie lubisz szefa, możesz z kolegami na niego sarkać, ale jeśli w normalnej firmie będziesz próbował podważać jego autorytet albo sprzeciwiać się jego poleceniom - zostaniesz zwolniony. Nie podoba Ci się kierownictwo - zmieniasz pracę albo się dostosowujesz.

 

Piłkarze nie robią trenerowi łaski, że grają, bo nie robią tego charytatywnie. Inkasują ogromne sumy za to, że w pocie czoła doskonalą swoje idywidualne umiejętności, a na boisku wykonują polecenia trenera. Jak AVB chciałby postawić Drogbę na lewej obronie - Drogba powinien bez mrugnięcia okiem lecieć do Ashleya i prosić o korepetycje. 

 

A za dawne zasługi otrzymuje się miejsce w gablocie w sali pamięci, a nie na boisku. 

 

Świat nie jest idealny i czy nam się to podoba czy nie, wszyscy oni biorą udział w grze w Moneyball.

 

---

 

Druga część za kilka dni.

Źródło : własne

24.02.2012 | 10:13 | Macol
6 komentarzy
Szukaj według tagów:
felieton, kryzys, AVB, Moneyball, ,

Aby dodać komentarz musisz się zalogować !

Dodał: Macol
2012-02-26 00:09:11

@piomaster011: dziękuję za uznanie, ale w tym miejscu się mylisz. Redakcja pracuje jako sztab, każdy ma inne zadania, więc twierdzenie, że to głównie moja zasługa jest nie w porządku wobec Luffy\'ego, Adriana, Kuby, Patryka, a także nowych członków redakcji. Co więcej, wpłynęło sporo pomysłów bez pretensji do autorstwa, kilka ciekawych linków od Was. Wszyscy się wspólnie staramy. A jeśli chodzi o analogie, to mnie bardziej postać grana przez Pitta skojarzyła się z Abramowiczem i jego poszukiwaniami sposobu na drużynę idealną.

Dodał: Macol
2012-02-26 00:01:55

@Wlodzio: mało w Holywood kręci się filmów bez happy endu. W sumie słusznie. Gdyby w \"Pogoni za szczęściem\" główny bohater nie dostał wymarzonej pracy - kto by chciał taki film oglądać. Może w Polsce uchodziłby za dzieło wybitne, wszak u nas panuje przekonanie, że im bardziej depresyjny i przygnębiający film, tym większe uznanie mu się należy (patrz Sala samobójców, Dom zły itd.). Nie widzę nic złego w opowiadaniu historii osób, które dzięki ciężkiej pracy i konsekwencji osiągają sukces. Moneyball oparty jest na faktach, więc nikt na siłę życia tych osób nie kolorował.

Dodał: Wlodzio
2012-02-25 14:16:17

Najlepszy felieton, jaki czytałem od dawna. Mierzi mnie w nim tylko to, że opowiada o filmie z happy endem. Przejadły mi się już one.

Dodał: piomaster011
2012-02-24 21:07:26

Dobry artykuł, fajnie że ta strona rozwija się w dobra strone i to glownie dzieki tobie, co do filmu to widze tu inna analogie ten analityk to AVB a menedzer do Jose, jak w 2004 w Chelsea

Dodał: grzes_chelsea
2012-02-24 16:21:15

imo słaby ten felieton

Dodał: ja_3x3
2012-02-24 14:17:58

Ogladajac ten film jkis czas temu nie zwrocilem uwagi na zbierznosc sytuacji. Ale po zastanowieniu sie i porownania filmu z rzeczywistoscia, zgadzam sie z Toba. Mam tylko nadzieje, ze projekt Andre wypali jeszcze lepiej.