Przed rozpoczęciem wiosennej edycji ligi mistrzów długo się zastanawiałem jak to będzie? Czy moja ukochana Chelsea przejdzie Barcelone, czy może nie. A jeśli wszystko pójdzie dobrze, to kto będzie następny i następny i następny, aż do finału.
Długo myślałem nad tym jak powinienem kibicować mojej ukochanej Chelsea podczas tych meczów i wkońcu wymyśliłem. Postanowiłem, że nie bedę siedział w domu przed telewizorem; musiałem gdzieś iść; najlepiej do jakiegoś pubu, żeby w zainteresowaniu, skupieniu i w nerwach oglądać poczynania "niebieskiego" zespołu.
Oczywiście zrobiłem tak jak postanowiłem i przyznam się bez bicia, że było warto. Nawet gdy rano budziłem sie z wielkim bólem głowy - kaczorek nie do opisania, wiedziałem, że zapisałem się pozytywnie w historii mojej egzystencji na tym świecie. Szczególnie w rewanżu z Barceloną byłem dumny z tego, że mogłem wszystkim w pubie śmiać się prosto w twarz. Dobrze tylko, że nikogo nie sprowokowałem do bójki; bo taka sytuacja oczywiście też mogła mieć miejsce.
Hymn Chelsea z kasety magnetofonowej, niebieskie włosy i kufelek piwa na stoliku to to, co tygryski takie jak ja lubią najbardziej. No i to co najważniejsze - mecz mojej kochanej Chelsea. Od 7 lat kibicuje ekipie "The Blues" i kilkanaście
meczyków już widziałem w wykonaniu moich pupili. Za każdym razem jest tak samo; małe podniecenie, troche nerwów i ogromna ciekawość - jak to będzie? Niezależnie jednak od tego co by się nie działo, ja zawsze będe tylko z jedną drużyną...
Już wszystko wiadomo; Chelsea w półfinale. Zagra z innym zespołem z Premiership - Liverpoolem. Tylko żeby nie powtórzyła się historia sprzed roku z AS Monaco. Ale wierze, że bedzie inaczej, bo przecież Jose Mourinho to zupełnie inny trener niż Claudio Ranieri.
Nie mogę się doczekać meczu z "The Reds". Już dzisiaj wiem jak i gdzie będę kibicował. Nic mi w tym nie przeszkodzi i wszystko inne zejdzie na drugi plan. Tylko jedno w tym dniu będzie najważniejsze - Chelsea.
I po co ja to wszystko piszę?? Tylko po to, żeby dać wam do myślenia; czy Wy jesteście prawdziwymi kibicami swojego ulubionego zespołu, czy tylko kibicujecie zespołowi, który jest na fali. Jestem przekonany, że jeśli nie czujecie dreszczyku emocji przed i w trakcie meczu. Jeśli nie znacie historii "Waszej ekipy" i jeśli nie daj Boże zasypiacie przed telewizorem w trakcie transmisji, to nie możecie się nazywac kibicami.
Ja sam wiem, że w Polsce jest wielu "kibiców - nie kibiców", ale są również tacy fani futbolu, przed którymi ze względu chociażby na ich wiedzę o futbolu powinienem zdjąć czapke z głowy i tak robię. Jednak "fałszywym kibicom" mówie stanowcze NIE.
Na koniec dodam jeszcze, że Jak to na prawdziwego kibica przystało zawsze pozostane ze swoją Chelsea. Wkońcu to też kobieta.